Nuit tu nic już więcej nie napisze.
Bo ta, która tu pisała już nie istnieje.
Umarła na sposób, który jest czymś więcej niż śmiercią.
Zresztą ci, którzy znali Nuit wiedzieli, że zwykła mówić, że umrze w wieku około 33 lat.
No i stało się, umarła.
(Bała się bardzo, ale dała radę.)
Było to 15 stycznia, w nów księżyca.
Nie można zrozumieć życia, jeśli się śmierci nie pojmie.
Jak się uzdrawia, uzdrawianie nie kończy się w chwili śmierci, wręcz przeciwnie, po śmierci można zrobić bardzo dużo - bywa, że więcej niż za życia.
Istoty z Bardo stawania się, czyli ze stanu po śmierci, a przed kolejnym wcieleniem mają umysły niezwykle wrażliwe, otwarte i szczere. Cienie i duchy nie kłamią - nie mają po co kłamać, nie mają nawet jak kłamać, bo mają umysł "na wierzchu".
Nawykowe skłonności owszem zostają, bywają silne, ale nie mają takiego oparcia jak za życia w ciele, nie mają czego się przyczepić. Są też bardzo podatne na nauki, na sugestie.
Od 2-3 lat coraz mocniej zagłębiam się w nekrosferę. Kiedyś już raz się z tego wyrwałam - trochę na siłę, ale myślę, że wtedy nie był czas na to.
Teraz jest.
Znowu nastał czas na rozmowy z duchami.
Wybraniec, inaczej przeklęty.
Niektórzy sądzą, że każdy sam wybiera swoją ścieżkę, ale czy to nie złudzenie?
Szamani mówią, że wybierają duchy: człowieka i jego ścieżkę.
Jeśli jesteś prawdziwym Wybrańcem, nie masz już miejsca na swoje "chce / nie chcę", "pragnę", "posiadam", "a może by inaczej?" ...
Musisz się wyrzec wszystkiego, często nawet tego czym/kim jesteś, a na pewno wszystkiego z czym jesteś związany, wszystkiego co masz. Ludzi też.
Jak Jezus, który wybierał człowieka i mówił "zostaw wszystko i pójdź za mną". Mogli nie iść? być może. Ale nie mogli zabierać czegoś ze sobą.
Więc nie ma tu miejsca na zostawienia dla siebie czegokolwiek - zostanie rozpoznane to za fałsz i będzie niszczone, a ten kto w słabości się tego dopuścił będzie cierpiał męki.
Ścieżka Wybrańca jest ścieżką totalną. Nie jest dla istot słabych i wahających się.
Niedźwiedź doczekał się swojego czasu, przeciągnął zastałe kości i wylazł ze swej gawry.
Teraz po szybkim a skutecznym rozprawieniem się ze śmieciami, które nagromadziły się podczas snu zimowego, będzie mógł zająć się swoją niedźwiedzią magią, uzdrawianiem, ale też łażeniem po lasach, zabawami z przyjaciółmi, tańcami i innymi niedźwiedzimi figlami;)
Czas na nowe:)))
Istnieją takie zdarzenia i relacje, których istota zawiera się w transcendentnym wymiarze poza-ludzkim,
pomimo, albo i dzięki pewnym działaniom na planie formy.
I te zdarzenia należy pielęgnować i chronić w duszy, na tym poziomie, na którym zaszły, bez wikłania w nie ludzkich praw, bez oceniania ich, bez analizowania przez osoby trzecie.
Bo takie zdarzenia to dary ze światów górnych, nie można przykładać do nich miary świata środkowego.
A skąd wiadomo, że to właśnie tego rodzaju zdarzenie?
Stąd, że pozostawiają poczucie nieskalanej czystości i świętości.
I nie mają nic wspólnego z ludzkimi emocjami czy uczuciami - pomimo tego, że ludzki rozum, jakiś czas po zdarzeniu, tak próbuje je zaszufladkować...
Jestem istotą której nie wolno się przywiązywać. Do niczego.
Właściwie, to naturalnie mam bardzo ograniczoną zdolność przywiązywania się do czegokolwiek.
Do rzeczy się nigdy nie przywiązywałam, do miejsc, stylu życia, rzeczy które robię, do planów, oczekiwań, życzeń...
Czasami jednak zdarza mi się, że emocjonalnie poczuję się związana z jakimś człowiekiem.
Wówczas szybko i brutalnie zostaje mi to zabrane, albo dzieje się coś, co każe mi trwać w świadomości, że jest mi to zabrane.
Bardzo sprytny ten mój Mistrz.
Dzięki temu żyjąc wśród ludzi, w spółeczeństwie, zachowuję świadomość wędrowca który nie wie gdzie i z kim będzie jutro.
(por. http://nut.blog.pl/archiwum/index.php?nid=7773615 )
Tagi: przyszłość, świadomość, przywiązanie
Nie mówię, że mają małą wartość, czy też,
że w ogóle są czymś: są czystą nicością.
Co nie ma bycia jest nicością.
Mistrz Eckhart
Tagi: pustka, nicość, mistrz ekhart
Ogień moją krwią, moim sercem, moim ciałem,
Ogień twoją krwią, sercem, ciałem.
wypijmy więc puchar trucizny
- przez śmierć moc nasza się wyzwoli.
Tagi: śmierć, pustka, ogień
Spójrz w siebie, nie bój się
Istnieje świat, który jest wszędzie i nigdzie, który jest poza czasem.
Świat ten zamieszkują istoty, które nie posiadają ciała. Ludzkimi oczami wyglądają jak kuliste formy stworzone z czystego światła o niewyobrażalnej dla ludzkiego umysłu jasności i kolorach mogących przyjmować różne odcienie czegoś, zbliżonego do tęczy. Wśród nich są też istoty, które nie posiadają żadnej formy, ponieważ są czystym duchem. Posiadają one niezwykłą mądrość, ale zasadą ich działania pozostaje miłość. Miłość przyciągnęła je do świata, które zamieszkują sprytne i inteligentne istoty, które jednak nie radziły sobie z własnym umysłem i przez to cierpiały. Wzywali wtedy siły wszechświata, aby im ulżyły w cierpieniu. Świetliści usłyszeli wołania i postanowili im pomóc i część z nich poświęciła się rodząc się w ciele, wśród ograniczonych ludzi.
Świetliści nie są jednorodni. Różnią się między sobą swoją siłą, mądrością oraz wieloma zdolnościami, różnią się też charakterem swojej energii, co ludzie mogliby zauważyć w odcieniach ich tęczowych ciał. Dla niektórych z nich zejście w materię jest o wiele bardziej ryzykowne niż dla innych.
Zdarzyło się, że jeden z tych słabszych, nazwijmy go Hano, poczuł rodzaj buntu przeciwko zaleceniom, aby trzymać się z dala od świata materii. Postanowił niejako włamać się do świata ludzi. Musiał się włamać, ponieważ nie miał w sobie miłości dla tych istot. Hano podporządkował sobie słabszego ducha i za jego pomocą wdarł się w ciało nienarodzonego dziecka, dominując jego ludzką duszę. Wydawało mu się, że to będzie jednorazowy eksperyment, że wróci wtedy kiedy będzie miał ochotę – nie zszedł przecież po to, aby kogoś uczyć, nie zapominał niczego tak jak inni, ani też nauczając nie narażał się na sprzeciwy w formie strasznej śmierci. Zapomniał jednak o ważnej rzeczy: to miłość była siłą łączącą go z jego domem, wyrzekłszy się miłości, wyrzekł się swojej krainy. Co gorsze, dzielił teraz ciało z duszą człowieka od której przejął karmę, emocje i uwarunkowania ludzkie. Hano był teraz niezdolny do życia wśród ludzi i niezdolny do powrotu do domu. Ludzie się go bali, bo był inny, bo brał sobie z ich świata to co chciał, nawet ich emocje i ich energię. Ludzie nazwali go wampirem. Był zrozpaczony swoim stanem i próbował wydostać się z ciała za wszelką cenę popełniając samobójstwa, jednak to nic nie zmieniało, więc przez wieki żył i umierał, żył i umierał coraz bardziej się pogrążając w pomieszaniu, miotając się i ciągnąc za sobą ludzką duszę. Świetliści za każdym jego cyklem życia sprawdzali, czy jest już w stanie wrócić do domu i za każdym razem przypominali mu kim jest, co było dla Hano torturą. Niestety, nie był gotowy. Dopiero musiała zejść w materię po niego istota, która była mu bardzo bliska wtedy, kiedy żył w domu. Musiała ona się w ten sposób urodzić w ciele, aby mieć wiele doświadczeń, które Hano aktualnie przeżywał, musiała też zastosować procedurę zapomnienia. Urodziła się więc nie pamiętając co wie, nie pamiętając skąd pochodzi. Cierpiała z powodu ciała, cierpiała z powodu niezrozumiałych emocji ludzi, ich agresji, niesprawiedliwości. Miała w sobie miłość, mądrość i głęboką świadomość sensu i celu. Nie miała swojej wiedzy. W krótkim czasie nazbierała potrzebne doświadczenia człowiecze i zajęła się szukaniem wiedzy. Kiedy znalazła wystarczająco wiele strzępów nauk poprzednich świetlistych odzyskała znaczną część swojej właściwej świadomości oraz większość wiedzy. Wtedy się spotkali i poznali, chociaż nie wiedzieli jeszcze skąd się znają. Jednak Hano, po raz pierwszy od wieków przypomniał sobie o miłości. Bo kochał ją i musiał to sobie przypomnieć. Więc kiedy twierdził że jest zły, ona pokazywała mu ślady tej miłości i mówiła: widzisz, to nieprawda. A serce Hano powoli się otwierało.
"Na początku byłam bardzo zaskoczona tym, że ludzie nie rozumieli, co starałam się wyrazić, i wierzyli w to, że poczucie oddzielenia jest prawdziwe. To trwało mniej więcej rok. Dużo płakałam. Czułam się, jakbym umierała. To były łzy zdumienia, że ludzie nie rozumieją, iż wszelkie cierpienie jest wyimaginowane. Poruszała mnie ich niewinność. Czułam się, jakbym oglądała małe dzieci, które same sobie robią krzywdę, jakby niewinni sami zadawali sobie rany nożem i nie było możliwości, aby ich powstrzymać. Nie miałam śmiałości powiedzieć: "To nie jest konieczne", ponieważ to byłby tylko kolejny sztylet wbity w ich serce."*
Ludzie są równi tylko pod jednym względem – należą do tej samej Rzeczywistości, są Jej emanacjami to jest fakt. Ludzie nie są jednak tacy sami: nie są tak samo mądrzy, tak samo rozwinięci, tak samo otwarci, czy współczujący. Większość jednak jest nieprzytomna. Niektórzy zdają sobie z tego sprawę i próbują coś ztym fantem zrobić, a inni wręcz przeciwnie – robią wszystko aby pozostać nieprzytomnymi, pomimo wysiłków Rzeczywistości,aby ich ocucić. Im są bardziej nieprzytomni, tym bardziej nieszczęśliwi, jak również tym mocniej unieszczęśliwiają swoje otoczenie. Niektórzy z nich są uważani za złych ludzi.
Uważaj!
Uważaj w każdej chwili, na to co się dzieje teraz.
Uważaj na swoje myśli, uważaj na swój umysł.
Uważaj na wszystkie czujące istoty jakie spotykasz na swej drodze.
Uważaj na demony przestrzeni i demony twojego umysłu.
Uważaj, bo chwila braku uwagi może cię kosztować wiele.
Zwłaszcza ciebie, człowieku na ścieżce.
Wszystko co się pojawia jest próbą.
Wszystko co się pojawia jest nauką.
Wszystko co się pojawia jest prezentem.*
*To modlitwa od mojego Mistrza dla mnie, może i dla kogoś innego będzie pożyteczna
Tagi: demony, świadomość, modlitwa, uważność
Jeśli się czymś martwisz, jesteś przygnębiony, smutny, zły – zastanów się jaka myśl to powoduje. A potem się zastanów dlaczego traktujesz ją tak bardzo serio.
Wierzysz w filmy o samym sobie, wierzysz w myśli o tym jak powinna wyglądać rzeczywistość – to szaleństwo, bo ona jest taka jaka jest. Jeśli zostawisz te filmy w spokoju, te wszystkie wojny z rzeczywistością – będziesz spokojny i szczęśliwy, a świat stanie się przyjaznym miejscem.
Psychoterapia zajmuje się zmianą przedmiotu wiary, mistyka i duchowość bierze się za samą wiarę, czyli za źródło wszystkich naszych kłopotów.
Jest noc, polana w lesie.
Stoję bosymi stopami na Ziemi, a ona zaczyna do mnie przemawiać.
Gdzieś tam obok być może są jacyś ludzie, a może i ognisko, ale to wszystko się nie liczy.
Liczy się Ziemia i to co ona mówi do moich stóp.
Nogi zaczynają się poruszać w Rytm Ziemi, to bardzo mocny taniec, taniec Ziemi.
(Wzmiacnia z nią kontakt, bo cale stopy raz po razie spotykają się z nią, dzięki czemu wiedzą co dalej.)
Spoglądam na stopy - są to łapy niedźwiedzia.
Nie jetem już człowiekiem - jestem dużym, brunatnym niedźwiedziem tańczącym Taniec Ziemi.
Chcę przekazać tylko: RATUJ TYBET.
Wszystko inne, filozoficzne blablania, refleksje, etc. wydają mi sie niestosowne w tej sytuacji.
Mogę jeszcze napisać coś osobistego, bo merytoryki i retoryki w polskim i światowym internecie jest dużo.
Racjonalni ludzie pytają: a dlaczego akurat Tybet, czemu się tym aż tak przejmujesz, skoro na całym świecie coś się ciągle dzieje, giną ludzie, zabijani i ciemiężeni przez innych ludzi. Odpowiem: tak, wiem i współczuję wszystkim, i do końca racjonalnie też nie potrafię wyjaśnić, dlaczego akurat z Tybetem czuję się związana bardziej (chociaż pewne obiektywne przesłanki są).
Jest tak, że czuję się wyjątkowo głęboko, duchowo i emocjonalnie z Tybetem i Tybetańczykami związana.
Nie jest to związane tylko z buddyzmem, czułam ten związek zanim zaczęłam buddyzm praktykować.
Oczywiście - coś zrobić można i ja coś robię i zachęcam do tego wszystkich!
Informacje bierzące o akcjach są tu: http://ratujtybet.org/DZIALAJ
Ludzie o silnym ego umierają za swoje przekonania.
Utożsamiają się ze swoimi poglądami, zapominając, że jeszcze wczoraj żywili inne.
Co zabawne - wraz z przebudową poglądów, zmienia się własna historia.
Ego musi zachować ułudę spójności, więc dyskretnie i niepostrzeżenie przeinterpretuje część faktów z przeszłości, inną część poupycha po kątach nieświadomości, a z części zrobi wystawkę.
Przekonania, czyli zbiór twierdzeń na różne tematy które się uważa za prawdziwe - najczęściej na zasadzie wiary.
Nic trwałego, nic pewnego, ale czegoś ego musi się trzymać. Ego mocno się osłabia, jeśli przekonania zostają naruszone. W skrajnych przypadkach - "zdradzić wiarę/przekonania/poglądy albo umrzeć" ego widzi w zdradzie przekonań śmierć samego siebie - woli więc "trwać silne i niewzruszone do końca" - czyli umrzeć razem z ciałem.
Ludzie z porządnie rozluźnionym ego, nie przejmują się przekonaniami, deklaracjami, wiarą. Dalajlama powiedział tybetańczkom, żeby podpisywali wszystkie deklaracje przeciwko niemu, jakich chińczycy zarządają, bo on i tak wie, że go kochają a nie ma znaczenia świstek papieru w obliczu cierpienia i życia ludzkiego.
Oczywiście nie mówię że nie należy bronić swoich poglądów i robić tego w co się wierzy - oczywiście, że trzeba! Ale wtedy, kiedy to przyniesie komuś pożytek, ulży w cierpieniu, pomoże.
Cóż to za bohaterstwo bezmyślnie dać się zabić lub zamknąć w więzieniu?
Różnica polega na tym, że być wiernym sobie (co jest wartością niewątpliwą i dla mnie najważniejszym odnośnikiem) jest czymś różnym od bycia wiernym swoim opiniom, poglądom etc.
Ludzie, którzy się utożsamiają z własnymi poglądami walczą o swoją rację i zaatakują każdego, kto zagrozi ich poglądom. Prawie jakby wlasnie o życie chodziło.
Wystarczy pamiętać, że ja to nie poglądy, to nie myśli, to nie emocje, to nie ten cały bałagan, czyli ego, co się ciągle zmienia i kotłuje - wtedy walczyć będziemy tylko wtedy, kiedy wymaga tego od nas współczucie i mądrość, a nie nasza duma, czy urażone ambicje...
Tagi: ego, zasady, złudzenie, cierpienie
Nie wchodzi się na górę po to, żeby się na jej szczycie rozsiąść.Skoro się na nią weszło, trzeba z niej również zejść.
Mistyka, która się wycofuje ze świata jest pseudomistyką. Jest regresją.
Natomiast prawdziwe doświadczenie mistyczne prowadzi z powrotem do życia.
Mistyka jest codziennością, albowiem codzienne życie jest miejscem spotkania człowieka i Pierwszej Rzeczywistości.
Tylko w chwili przeżywanego życia ma miejsce komunikacja z Duchem. Willigis Jeager
Tagi: świadomość, duchowość
Żadna praca nie hańbi?
Czasami praca hańbi
Hańbi człowieka, który gubi w pracy siebie
Cierpienie uszlachetnia?
Często wręcz przeciwnie
Cierpienie często zezwierzęca…
Co mnie nie zabije to mnie wzmocni?
A może (jak powiada I93):
Co mnie nie zabije, uczyni mnie dziwniejszym?
..........................
Mądrości ludowe? Mądrości naszych przodków?
A może tylko obrona przed cierpieniem tego świata,
Zapis psychicznej samoobrony przed szaleństwem,
Rozpaczliwa próba nadania sensu swojemu istnieniu.
Jak sądzisz Czy to szaleństwo? Czy mistycy i mędrcy są wariatami? Bo wszyscy opowiadają różne wersje tej samej historii?
Ta historia mówi o tym, jak to budzisz się któregoś ranka i odkrywasz, że jesteś nieoddzielony od Wszystkiego, bezczasowo, nieskończenie. (...)
Powiem ci co sądzę. Sądzę, że mędrcy są wznoszącym się koniuszkiem tajemnego impulsu ewolucji. Sądzę, że są wiodącą siłą pędu do samotranscendencji, który zawsze wychodzi poza to, co było wcześniej. Sądzę, że ucieleśniają pęd Kosmosu do większej głębi i poszerzającej się świadomości. Sądzę, że jadą na krawędzi promienia świetlnego, biegnącego na randkę z Bogiem.
I sądzę, że wskazują na tę samą głębię w tobie i we mnie i w nas wszystkich. Sądzę, że są stopieni ze Wszystkim i Kosmos śpiewa ich głosami, a Duch prześwieca przez ich oczy. Sądzę również, że odsłaniają twarz jutra, otwierają nas na sedno naszego przeznaczenia, które spełnia się również już teraz w bezczasowości tej właśnie chwili, i w tym wstrząsającym rozpoznaniu głos mędrca staje się twoim głosem, oczy mędrca stają się twoimi oczami, mówisz językami aniołów i płoniesz ogniem urzeczywistnienia, które nigdy nie zaczyna się, ani nie ustaje, rozpoznajesz swoją prawdziwą Twarz w zwierciadle Kosmosu: jesteś doskonale utożsamiony ze Wszystkim i nie jesteś już częścią tego strumienia, jesteś tym strumieniem, a Wszystko rozwija się nie wokół ciebie, ale w tobie.
*****************************************
Sądzę, że ci wszyscy, których dusze doznały głębokiego wstrząsu
autentycznej przemiany, muszą zmagać się z doniosłym moralnym obowiązkiem
krzyczenia prosto z serca - może cicho i łagodnie, ze łzami w oczach; może z
gwałtownym ogniem i gniewna mądrością; może przez powolna i uważna analizę;
może przez swój niewzruszony przykład - ale autentyczność zawsze i
nieodwołalnie niesie ze sobą zadanie i obowiązek: musisz mówić najlepiej,
jak potrafisz, trząść duchowym drzewem i świecić reflektorami w oczy
zadowolonych z siebie ludzi. Musisz tej radykalnej realizacji pozwolić z
hukiem toczyć się przez twoje żyły i wstrząsać ludźmi wokół ciebie.
(...) Zatrważające jest to, że każda realizacja głębi niesie ze sobą
straszliwe brzemię: ci, którym dane jest widzieć jednocześnie obarczeni są
obowiązkiem przekazywania tej wizji z niezachwianą pewnością: to jest
właśnie brzemię. (...)
Fakt, ze możesz się mylić, nie jest żadnym usprawiedliwieniem: możesz mieć
rację, albo możesz się mylić, ale to nie ma znaczenia. Liczy się wyłącznie
to, jak Kierkegaard nam szorstko przypomina, ze tylko dzięki badaniu i
wyrażaniu swojej wizji z PASJA, prawda może w każdy możliwy sposób pokonać
opór świata. Czy masz racje, czy się mylisz, jedynie twoja pasja może zmusić
ludzi do odkrycia prawdy.
Ken Wilber „Krótka historia wszystkiego”
Nie musisz podejmować specjalnego wysiłku, aby zmienić albo powstrzymać jakieś zachowanie czy myśl, której nie akceptujesz.
Ważne jest, by zobaczyć je wyraźnie, zaobserwować wszystkie aspekty, po prostu być świadkiem i za każdym razem, gdy się pojawiają widzieć je i nie być zaskoczoną.
Wydaje mi się również, że istnieje coś tajemniczego, co można by nazwać ewolucyjnym impulsem rozwoju w kierunku najpełniejszego potencjału, w kierunku Boga; gdy już rozwiniemy świadomość swojego problemu, owo tajemnicze coś może nas utrzymać na właściwej drodze do naprawy.
Zmiana nie jest kwestią woli.
Wola jest potrzebna do tego, by rozwijać świadomość, i to prowadzi w kierunku tej subtelnej, głębokiej, wewnętrznej przemiany. Ten rodzaj przemiany wiedzie na drogę, która jest poza granicami naszego zrozumienia i z pewnością poza zdolnością świadomego posługiwania się wolą. To jest raczej jak pozwolenie, otwarcie. Treya Killam Wilber w "Śmiertelni nieśmiertelni"
Jak ładnie ona to powiedziała, a więc wkleiłam:) To tego typu prawda której powtarzania nigdy dość...
jesteś taka mała, delikatna, bezbronna
a życie tak bardzo cię boli
widzę, słyszę i czuję twoje cierpienie
wiadomo-już-gdzie prowadzące
i wreszcie wiem, co mam zrobić
zdobywam śmiercionośne składniki
i organizuję przestrzeń do misterium
jesteś przy mnie, a ja w skupieniu krzątam się
śpiewając mantry i pieśni wyzwalające.
ołtarz jest gotowy, a ty leżysz przede mną
taka kochana i ufna
tulę cię, głaszczę, śpiewam
i ostatni raz zrobię coś niemiłego
krótki ból i powoli zasypiasz
oddychasz miarowo, serce mocno ci bije
(dlaczego jest takie silne?)
nie śpieszę się, poczekam aż zaśniesz do końca
macam żebra, znajduję serduszko
prosto w nie wbijam igłę i wpuszczam
eliksir śmierci...
serce nie bije, udało się, ulga
już nie cierpimy, jesteśmy wolne
śpiewam, dotykam ciemienia
i czekam aż będziesz gotowa
już?
to chodź ze mną, nie bój się
pokażę ci coś cudownego,
pokażę ci piękną krainę...
oh! jak wspaniale!
Śmierć jest integralną częścią Życia. Nasza egzystencja jest z nią nieuchronnie i nierozerwalnie związana. Niczego nie możemy być pewni, oprócz tego, że na pewno umrzemy. I teraz: bojąc się, negując ten aspekt życia - odrzucamy życie samo. Ludzie, którzy nie dopuszczają do świadomości, że ich egzystencja jest czymś nietrwałym i tymczasowym, nie żyją prawdziwie. Jak to powiedział pewien Rinpocze: są żyjącymi zwłokami, bo ich życie jest ciągłą walką o podtrzymanie iluzji. Iluzji, która nie ma perspektywy. Bo perspektywa jest właśnie tym, co negują.
Jest jeszcze drugie podejście do śmierci, które prezentują wyznawcy różnych religii. I też jest to podejście związane z lękiem przed śmiercią, z jej negowaniem.
Bo czymże innym jest wiara chrześcijan w życie wieczne - że nas (jako oddzielne istoty wyposażone w ten właśnie umysł i to ciało), przy końcu świata, Bóg ożywi?
Większość buddystów (chodzi o tzw. buddyzm ludowy) wierzy za to, że nie umrą w ogóle, tylko będą inkarnować, żeby w końcu dostąpić nagrody w postaci oświecenia. I jeśli utożsamiają się ze swoim ego, to podlegają takiemu samemu złudzeniu co chrześcijanie.
Podczas jednego seshin z udziałem mojego mistrza (zen) - Willigisa Jeagera, kiedy któraś z kolei osoba zadała mu pytanie o reinkarnację, wpadł do zendo (gdzie wszyscy medytowali) i prawie zaczął krzyczeć że "nie ma żadnej reinkarnacji!!!". Czy naprawdę chodziło mu o to, że dusze nie odradzają się na nowo? Nie sądzę. Myślę, że dopuszcza taką możliwość, albo nawet jest jej pewien. Powiedział to, bo znał poziom z którego jego uczniowie pytają się o to - nasza indywidualność, poczucie tożsamości, ego -to wszystko nie przetrwa.
Jeszcze kilka lat temu, jak to usłyszałam od Willigisa, zaniepokoiło mnie mocno - wyobrażenie sobie swojego nieistnienia jest dość przerażające. Ale niedługo potem dane mi było doświadczyć, że to nie jestem JA - że JA - to coś o wiele więcej. I wtedy cud - lęk o siebie samą znikną jak bańka. I teraz żyję ze świadomością, że w każdej chwili może mnie szlag trafić (choroba, wypadek) - i to jest wyzwalająca świadomość. Bo pozwala żyć w prawdziwej wolności, pozbawionej lęku - pozwala mi żyć prawdziwie.
A potem zrobiłam coś jeszcze - praktyka Poła dająca namacalną, fizyczną pewność i konkretną wiedzę na temat procesu umierania i pewne wyobrażenie na temat tego, co może spotkać umysł dalej oraz od czego to wszystko zależy (oczywiście od przytomności!).
ps. Hail Eris! Notka okazała się notką z okazji święta śmierci na cześć Roberta Antona Wilsona, który właśnie dnia 11.01 opuścił swe chore ciało.
Miłej podróży, RAW :)
Była sobie Stara Brzydka Wiedźma oraz Doświadczony (tak twierdził) i Uczony
(napisał i wydał książkę na Bardzo Mądre Tematy Ezoteryczne) Mag.
Mag mimo że doświadczony, nie był praktykiem i kiedy zaczęło coś się dziać z
jego energią subtelną- spanikował i udał się na konsultacje* do Wiedźmy.
Mag zaczął rozmowę od szerokiego omówienia swojej osoby, aby wiedźma
wiedziała z KIM ma do czynienia.
Ponaglony o przejście do meritum sprawy, bo wiedźmę już zaczęła nudzić ta
dosyć standardowa gra wstępna, owijając w niezliczone warstwy bawełny mniej
więcej nakreślił problem.
Wiedźma jak to wiedźma, puściła obok uszu całą napuszoną gadaninę maga** i
Spojrzała w Człowieka (Mag też zniknął).
I cóż tam zobaczyła?
Kontrolę kontrolującą samą siebie, a wynikłą z poczucia zagrożenia. Lęki,
bloki, poglądy, trzymanie się zasad, trzymanie się wszystkiego i nie
odpuszczanie na krok, a wszystko to bardzo daleko od rzeczywistości.
Z pomiędzy tego wszystkiego widać Ducha rozpaczliwie próbującego znaleźć
jakieś wyjście (stąd niepokojące objawy które przywiodły Maga do Wiedźmy).
Wiedźma tak na to patrzy i widzi bardzo wyraźnie, że Kontrola Magowa w życiu
nie pozwoli mu odpuścić. Wiedźma widzi dalej, że co gorsze on wcale tego
zmienić nie chce.
No ale sprobować zawsze można - w końcu COŚ w nim tego chce.
No to próbujemy:
Wiedźma delikatnie tłumaczy o pewnej dysharmonii, która go blokuje,
szczegółowo mówi co i gdzie, czym wzbudza pewną dozę zaufania, bo nazywa tym
samym to co naprawdę boli Maga. Mówi dalej, że zna pewne bardzo skuteczne
lekarstwo które na pewno pomoże. Wzbudziła tym pewne zainteresowanie, więc mówi dalej, że to lekarstwo, to ćwiczenie medytacyjne - on na pewno
medytował, więc nie powinien mieć i z tym żadnych problemów (on?! miałby
mieć jakieś problemy z głupią medytacją? kpiny!). Wiedźma zachęcona opisuje
medytację zen polegającą na obserwującej postawie i podkreślając, że przede
wszystkim musi Zaufać i Odpuścić wszystkie poglądy i oczekiwania.
Tego było za wiele - Mag miałby zaufać czemukolwiek co jest poza jego
własnym Kontrolerem?? miałby rozluźnić pracowicie budowane konstrukcje??
ehhh
*konsultację - bo nigdy nie zniżyłby się, aby prosić kogoś o radę, lub co
gorsza pomoc
**rzadko kiedy ludzie mówiąc o problemie mówią o tym co naprawdę jest
istotne, aczkolwiek mówienie sporo mówi o samej postawie i tym, przez co
trzeba będzie się przebijać dając informację zwrotną....